Znasz to uczucie, gdy pracownik robi dokładnie to, co mu powiesz… i ani kroku dalej?
Ostatnio rozmawiałam z kilkoma przedsiębiorcami i wszyscy narzekają na to samo: “Ludzie nie myślą jak właściciele. Robią swoje 8 godzin i koniec tematu”. I szczerze? To frustrujące, bo przecież szukamy ludzi, którzy będą patrzeć na biznes jak na swój własny.
Brzmi znajomo? To dokładnie to, czego nam brakuje w zespołach.
Dlaczego tak się dzieje?
Tu wchodzi teoria agencji Jensena i Mecklinga z 1976 roku. Oni udowodnili coś, co każdy przedsiębiorca czuje na własnej skórze. Pracownicy i właściciele mają po prostu różne interesy. Pracownik może minimalizować wysiłek, jeśli nie widzi bezpośrednich korzyści z dodatkowego zaangażowania.
I dane to potwierdzają. Badania Gallupa pokazują, że tylko około 15% pracowników na świecie jest naprawdę zaangażowanych. Czyli 85% robi to, co musi, ale nic więcej.
Po czym poznasz, że tego nie masz w firmie?
- Problemy nie są zgłaszane, tylko “jakoś się załatwią”
- Nikt nie przychodzi z pomysłami na usprawnienia
- Każda mała decyzja musi przejść przez Ciebie
- Ludzie robią minimum, żeby “przejść”
- Słyszysz często “to nie moja działka”
I tu pojawia się problem skalowania. Jeśli każda jednostka biznesowa wymaga Twojego osobistego nadzoru, wzrost staje się eksponencjalnie trudniejszy. W praktyce znaczy to tyle, że siedzisz po uszy w operacji, zamiast budować strategię.
Dlaczego właśnie franczyza jest odpowiedzią?
Franczyzobiorca ma “skin in the game” – jak to ujął Taleb. Ma swoją skórę w grze. Jego sukces zależy bezpośrednio od tego, jak bardzo zaangażuje się w biznes. Nie może się schować za “ale to nie ja jestem właścicielem”.
Badania Dant, Grünhagen i Windsperger z 2011 roku pokazują, że franczyza skutecznie rozwiązuje ten problem agencyjny właśnie dlatego, że franczyzobiorca myśli jak właściciel. Bo de facto nim jest, tylko w ramach większego systemu.
Co to daje biznesowi?
Pracowałam z wieloma sieciami i różnica w zaangażowaniu jest kolosalna. Franczyzobiorca:
- Sam rozwiązuje problemy operacyjne
- Dba o jakość, bo to jego reputacja i pieniądze
- Szuka sposobów na zwiększenie efektywności
- Nie czeka na instrukcje, tylko działa
Blair i Lafontaine już w 2005 roku udowodnili, że model franczyzowy sprawdza się szczególnie w sektorach wymagających wysokiego poziomu lokalnej inicjatywy. I to ma sens, bo kto lepiej zna lokalny rynek niż przedsiębiorca, który tam mieszka i prowadzi swój biznes?
A co z zespołem?
Tu jest ciekawostka – franczyza naturalnie filtruje kandydatów. Osoby pasywne, czekające na polecenia, raczej się na to nie zdecydują. Samo wybieranie tego modelu już świadczy o przedsiębiorczym nastawieniu.
W dodatku, gdy masz franczyzobiorców, którzy działają przedsiębiorczo, oni budują podobną kulturę w swoich zespołach. To się rozprzestrzenia.
Czy to oznacza, że tradycyjni pracownicy to stracona sprawa?
Absolutnie nie. Ale musimy zrozumieć, że budowanie entrepreneurial mindset w zespole to długi proces i wymaga zmiany całej kultury organizacyjnej. Franczyza daje nam to od razu, bo franczyzobiorca już przychodzi z tym nastawieniem.
To model, który naturalnie przyciąga ludzi myślących przedsiębiorczo. I wierz mi, tę różnicę w zaangażowaniu odczujesz od pierwszego dnia współpracy.
Może warto pomyśleć o franczyzie nie tylko jako sposobie na ekspansję, ale jako metodzie na przyciągnięcie właściwych ludzi do swojego biznesu?